wtorek, 7 października 2008

Zmysły, cz. I- dotyk

Stwierdziłam, że oprócz bajek o Smoku i informacji o moim samopoczuciu, będę opisywała też wszystko z pseudo naukowego punktu widzenia. Z pseudo naukowego, bo będę zamieszczała kilka informacji z różnych publikacji naukowych (i tych mniej naukowych) o spektrum autystycznym, i dodatkowo swoje odczucia ^-^. Może pomoże to innym ludziom zrozumieć AS bardziej.

No więc- dotyk.
Pisałam już tutaj o tym trochę, ale stwierdzam, że niezbyt dokładnie V_V. Muszę pewne rzeczy uściślić.
Naukowo rzecz biorąc można powiedzieć, że ludzie ze spektrum autystycznego mają problem w "integracji i odbiorze bodźców zmysłowych" tudzież "mają zaburzoną obronność percepcyjną". Czyli, unikając języka naukowego, ludzie ze spektrum mają trudności z bodźcami zmysłowymi. Dotyczy to zarówno dotyku, jak i słuchu, wzroku oraz smaku. Dzisiaj omówię dotyk.
Jak już wspominałam, najwięcej trudności sprawia mi ubranie się. Przede wszystkim musi być wygodne, nie może "gryźć" i w żadnym ubraniu nie mam metek. Jak byłam mała, nosiłam ubrania na lewą stronę. Teraz noszę po prostu za duże ^-^". Z butami też jest problem- nie mogą naciskać na stopę, powodować żadnych otarć... Problem polega na tym, że "gryzące" ubranie nie tylko podrażnia mi skórę, ale też sprawia, że mam wrażenie, że się duszę. Po prostu jeśli coś przylega do ciała, mam wrażenie, że za chwilę zacznie przylegać coraz mocniej i mocniej, aż w końcu nie będę mogła oddychać. No i strasznie krępuje moje ruchy. A ja mam wystarczający problem z kontrolowaniem ruchu nóg i rąk (co ciekawe, na treningach ten problem znikał- ale o tym opowiem później), oraz z chodzeniem wyprostowaną (a i tak się strasznie garbię), żeby sobie dowalać jeszcze bardziej krępując te ruchy (o ruchu też jeszcze opowiem).
Dodatkowo pewne, hm, materiały (?) są niemiłe w dotyku. Nienawidzę lepkich rzeczy, mam wrażenie, że oklejają całe moje ciało i- znów- że się duszę. I obrzydzają mnie wszelkiego rodzaju pajęczyny itp. Kiedy mucha usiądzie na jakiejś mojej rzeczy, muszę ją dokładnie wymyć. Kiedyś robili to za mnie rodzice (stwierdzali, że histeryzuję, ale dla świętego spokoju robili to), ale teraz muszę się tym sama zajmować. I potrafi mnie trząść z obrzydzenia. Nienawidzę kiedy ktoś wkłada dotyka kogoś, a zaraz potem dotyka mnie (chyba, że obie te osoby znam bardzo dobrze). Jeżeli moja przyjaciółka dotknie np mojego znajomego z klasy, a potem chce dotknąć mnie, mam wrażenie, że przenosi brud tej osoby (nawet jeżeli ta osoba się myje codziennie) prosto na mnie. Bardzo nieprzyjemne uczucie.
Ja nie mam problemów z tym, żeby kogoś dotknąć (nie mam problemów z dotykaniem czyjegoś ramienia, łokcia, dłoni, pleców, klatki piersiowej, nóg i brzucha; mam opory w dotykaniu czyjejś twarzy i włosów, i naprawdę nie wiem skąd to się bierze!)- jeżeli mam ochotę, to dotknę człowieka. Natomiast nie zawsze mam ochotę być dotykaną.
Z drugiej strony, przyjemny jest dla mnie nacisk na twarz lub głowę, ewentualnie dłonie. Na stopy i resztę ciała nigdy (pisałam o tym chwilę temu ^-^""). Natomiast jeżeli mam czapkę na głowie, jest to dla mnie przyjemne. Po pierwsze- odgradza mnie to od hałasu; po drugie- mam wrażenie, że jestem wtedy bezpieczniejsza. Prawdę mówiąc, nie mam pojęcia na jakiej zasadzie to działa (prawdopodobnie jest to związane z tym, że odczuwam tylko silny dotyk, jako coś przyjemnego; delikatne głaskanie mnie drażni), ale tak jest. Hm, może to być związane też z tym, że skoro mam taki problem z zapanowaniem nad własnym ciałem, silny dotyk uzmysławia mi, że je mam? Nie mam pojęcia, naprawdę; ale obie te moje teorie wydają mi się prawdopodobne.

Uwielbiam baterie. To znaczy- uwielbiam ich dotykać. Są chłodne i gładkie. Mam taką kulę z puzzli (kula jest z magnesu) i ją też uwielbiam dotykać. Lubię przedmioty gładkie, lśniące- nie mogę często oderwać od nich wzroku.
Natomiast strasznie się brzydzę dotykać np poręczy w autobusach, tramwajach. Wytłumaczenie jest proste- brzydzę się czyjegoś brudu, czyiś zarazków. Czasami mam nawet problemy z zajęciem miejsca w autobusie, bo na tym siedzeniu mógł siedzieć, ktoś brudny! Brzmi irracjonalnie, ale tak właśnie jest. Dlatego najczęściej dotykam poręczy przez własne ubranie (i dlatego mam zawsze rozciągnięte rękawy ^-^"). To też ma swój minus. Po powrocie do domu natychmiast wrzucam to ubranie do pralki, bo jest brudne.

Kiedy ktoś dotknie mnie przypadkiem, czuję jakby została naruszona moja strefa intymna. Odczuwam czyjś niechciany dotyk, jako ból, formę zranienia mnie. Nie prościej powiedzieć: "Przepraszam, możesz się przesunąć?", od razu trzeba się pchać? Najgorsze są zatłoczone autobusy.
Na dotykanie mnie można pozwolić sobie tylko wtedy, kiedy i ja wyrażę na to zgodę.

Podejrzewam, że to, co tu opisałam, cechuje wielu ludzi z Zespołem Aspergera. Oczywiście, pewnie nie wszystko, w końcu mimo tego, że należymy do tego samego spektrum, różnimy się od siebie w pewnych kwestiach. W końcu, nie wszyscy neurotypowcy (NT) są tacy sami (NT to zwykli ludzie, nie ze spektrum; ludzie ze spektrum są neuroatypowi).

PS
Ze Smokiem nie jest ostatnio najgorzej, gdyby tylko nie to ciągłe zmęczenie szkołą X_X.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Mmm... Brud, dotkanie czegoś brudnego i bycie przez coś brudnego dotykane to koszmar >_<' (z punktu widzenia pedanta między innymi ^^")
I tak mnie właśnie wzięło na rozważanie co do baterii i przedmiotów gładkich i błyszczących... Jak byłam dzieckiem połykałam pieniądze a teraz siedzę z łyżeczką w ustach xD" Czasem to wydaje się zabawne, że znajduję w tym odniesienia do siebie, ale nie sądzę żebym miała zespół O.o

Swoją drogą to myślę, że odwalasz kawał dobrej roboty z tym blogiem i dobrze by było go jakoś rozreklamować~! Wielu osobom mogłoby to pomóc O.O!


Uke

MYV pisze...

Powiem jedno...chce swoje 2m przestrzeni ZAWSZE!!!

ginger-girl pisze...

Ciekawe i jednocześnie dziwne. Chciałoby się rzec fascynujące, ale w naszym przypadku (achh te wspomnienia xD) mogłoby to zabrzmieć ironicznie :p

Też uważam, że ten blog to kawał dobrej roboty! ;)