wtorek, 30 grudnia 2008

Zakupy i przemeblowanie. Życzenia Noworoczne.

Wczoraj byłam na zakupach. Kupiłam dwie pary spodni i trzy bluzki. Jedna z myślą o Sylwestrze. Idę na imprezę do znajomych. I denerwuję się, jak diabli. Raz, że połowy towarzystwa nie znam. Dwa, nie wiem, czy nagle nie zachowam się zupełnie niezrozumiale nie tylko dla innych, ale również dla siebie samej. Bo nigdy nie wiem, naprawdę nie wiem, kiedy wystraszę się tłumu i nie zrobię czegoś głupiego. Jak u rodziców byli ostatnio goście, to chciałam się przytulić do Mamy i się schować. Po ostatniej imprezie u przyjaciółki, kiedy leżałam już w łóżku, popłakałam się. Wtedy nie wiedziałam czemu. Dzisiaj już wiem- stres musiał ze mnie zejść. Ale staram się jakoś uspołeczniać, a więc uczestniczyć również w imprezach.
A z tymi zakupami, to też. Dokonane w 40 minut. I strach przed założeniem czegoś nowego. No więc się zmuszam. Bo stare ubrania są wszystkie poniszczone. Strasznie odchorowałam, jak ojciec wyrzucił moje trampki. Co z tego, że podeszwa się odkleiła? Dało się w nich chodzić. A on je wyrzucił. W tych nowych podeszwa pękła. Ale nie powiem mu o tym. Wtedy powiedziałam, bo chciałam, żeby przykleił tą podeszwę. Teraz przemilczę.
Nowe ubrania, nowe buty, nowa fryzura- panicznie się boję takich rzeczy. Przywiązuję się do staroci, przyzwyczajam się. Pewnie ma to związek z nienawiścią do zmian, tak popularną w środowisku autystycznym.
Nie, źle to nazwałam. To nie jest nienawiść do zmian. To raczej lęk przed nimi. Lęk przed utratą stabilizacji. Każda zmiana usuwa coś, co było dobrze znane. A jeżeli coś znasz, to wiadomo czego możesz się spodziewać.
Dodatkowo taka dziwna fobia, że kiedy mam jakieś nowe ubranie, wydaje mi się, że wszyscy na mnie patrzą, że wyglądam i poruszam się dziwnie (poruszam się dziwnie, wszyscy mnie o tym uświadamiają: lekko zgarbiona, ręce głęboko w kieszeniach. Podobno mam jeszcze dziwny chód, ale nie wiem na czym jego dziwność polega.) i że się śmieją ze mnie.
Co do zmian: przemeblowałam ostatnio pokój! Tzn nawet nie przemeblowałam, ale poprzekładałam rzeczy na inne półki. Trochę trudno mi się teraz przyzwyczaić, ale w pokoju jest ładniej. I logiczniej. Filiżanki wreszcie nie stoją na trzech różnych półkach, ale na jednej. Wszystkie książki fantasy są w tym samym miejscu, książki o tematyce buddyjskiej i historyczne też. Bibeloty stoją w jednym miejscu, a podręczniki do japońskiego, angielskiego i rosyjskiego nie są porozrzucane po różnych półkach, tylko mają swoje jedno miejsce. Ale pierwszej nocy "po porządkach" nie mogłam spać z nerwów.
Takie małe, zarządzone przeze mnie zmiany są dobre. Bo pomagają mi w rozwoju. Nie chodzi mi o to, żeby "się stać" NT, bo to niemożliwe. Chodzi mi raczej o to, żeby się uspołecznić. Nie mogę się zamknąć tylko w swoim świecie (chociaż i tak bardzo często do niego uciekam)- muszę myśleć o przyszłości. To, jak ze stimami. Staram się nad nimi panować (trzepotanie rękami udało mi się prawie wyeliminować. Prawie, bo wciąż, ile razy jestem podekscytowana czy bardzo się z czegoś cieszę, trzepoczę nimi) nie dlatego, że siebie nie akceptuję, ale nie chcę mieć trudności ze znalezieniem pracy, z życiem samodzielnie. Muszę myśleć o przyszłości.
To chyba tyle na dzień dzisiejszy. Następna notka w 2009 roku...
Więc chciałam Wam złożyć życzenia Noworoczne
: życzę Wam, drodzy Czytelnicy, większej cierpliwości, więcej współczucia dla innych, więcej miłości i szczęścia, pamiętania o swoich marzeniach i w miarę możliwości- zrealizowania ich. Żeby słowo "miłosierdzie" nie przylegało tylko do Waszego wyobrażenia o Bogu, ale też do Was. I żebyście mieli więcej czasu: dla siebie, dla bliskich, dla Waszych marzeń i zainteresowań. Szczęśliwego Nowego Roku!

2 komentarze:

ginger-girl pisze...

hmm... a ja Ci życzenia złożę na sylwestrze ;)
trochę nie rozumiem tego lęku przed zmianami w sumie. ale skoro tak masz, no t trzeba akceptować, nie? w końcu jesteś Ty i pakiet ;D ale to już ustaliłyśmy xD

MYV pisze...

eeej ojciec to ja Cię mogę ubierać jak tak! XD
a tak szczerze, to święte słowa, każda zmiana to wchodzenie z buciorami do głowy, czasami bywa to przyjemne, ale rzadko
...nie chcę nowego roku