środa, 28 kwietnia 2010

Problemy


Znów długo nie pisałam. Nie jestem w stanie dotrzymywać terminów nowych notek :/. Nie mam czasu. Cierpię na wieczny niedobór czasu i na nadmiar głosów. No, zbyt dużo głosów wokół mnie. Ciągle głosy. Z uczelni wracam wykończona. Długo nie mogę zasnąć (standardowa godzina na sen to 2-3 nad ranem), potem wstaję o 5:30 i zbieram się na uniwerek. A tam głosy. I hałas. I ludzie. Nawet jeśli ich lubię, to mam ich dość. 

Ciągła zabawa rękami. Jak nie długopisem, to ołówkiem. Jak zabiorą mi długopis, stukam palcami po ławkach. Inaczej nie wysiedzę. 

Wydaje mi się, że codzienne chodzenie na uczelnię, przemieszczanie się publicznymi środkami transportu, ciągły tłum na ulicach - że to wszystko mnie przerasta. Że to zbyt dużo. 

Znów zaczynam ograniczać przyjmowane produkty spożywcze, co rano mam problem z ubraniem się (bo ubrania są niewygodne, bo gryzą, bo drapią), a na dodatek w butach mam dziury i boję się, że będę musiała kupić nowe :/. Jakby tego było mało, robi się ciepło, co oznacza krótkie rękawki. Nienawidzę krótkich rękawów. Najlepiej się czuję w za dużych, powyciąganych swetrach. 

Przepraszam, że notka taka krótka i chaotyczna, ale nie potrafię dzisiaj inaczej, a bardzo już chciałam coś napisać.



5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Niewesoło mi czytać o Twoich problemach spowodowanych hałasem i tłokiem, bo dużo z tego, co opisujesz, mam okazję obserwować na co dzień. Bezsenność z kolei obserwuję na swoim przykładzie - odkąd stresuję się maturą, mam problemy z zaśnięciem, a także dotrwaniem do końca nocy w łóżku. Może powinnaś zająć się czymś, co Cię uspokaja, kiedy nie umiesz spać? Albo odłączyć wszystkie denerwujące bodźce z zewnątrz? (Choć nie wiem, czy w Twoim przypadku się da, bo np. ja mam tak, że w bezsenne noce uwiera mnie i "gryzie" ubranie, pomimo że jestem NT. A nago spać raczej nie będę). No i spróbuj pomyśleć pozytywnie - za dwa miesiące będziesz już miała długie na trzy miesiące wakacje. ;]

Rika

Anonimowy pisze...

co do zasypiania syniowi i jego podobnym ;O) pomaga melatonina.
próbowałaś?

trzymam kciuki, już niedługo wakacje
cedosia

Anonimowy pisze...

Witaj,
wspolczuje. Bylam kilka dni w Polsce, pojechalam do miasta, w ktorym studiowalam i nadziwic sie nie moge, jak ja tam w ogole przezylam. Na palce u mnie sprawdzily sie mordki do ugniatania, mozna kupic, albo zrobic samemu nasypujac do balonika maki ziemniaczanej. Ewentualnie jakas elastyczna pileczka. Halas jest dla mnie zabojczy. Mieszkam od dosc dawna w bardzo spokojnym miejscu i chocby wypad do supermarketu owocuje bolem glowy:/ Ja mam na szczescie pare sposobow na wyladowanie i odprezenie. Chodze od jakiegos czasu na kurs, gdzie nas ucza m.in. technik relaksacyjnych, choc na mnie akurat nie bardzo dzialaja, mam za to swoje. Kilka dni temu jezdzac po miescie i klnac w duchu na halas, korki i brak miejsc parkingowych po prostlu wlaczylam dosc glosno ulubiona spokojna muzyke, po kilku minutach zupelie sie rozluznilam i nawet smiac mi sie chcialo z tych wszystkich pedzacych gdzies bez celu ludzi, ja bylam zupelnie w innym swiecie:) Sprobuj z mp3 i poszukaj jakiejs muzyki, ktora nie bedzie cie draznic (cos z klasyki czy z relaksacyjnej), ja np nie trawie Mozarta ale uwielbiam Beethovena, Sibeliusa, czy Czajkowskiego. Moj 6-latek po szkole, gdy jest totalnie padniety i rozdrazniony sam juz sobie swoja muzyke, jego idolem jest Andrea Bocelli, Enya i chlopiecy zespol z Londynu Libera. W szkole pozwalaja mu korzystac z mp3, slucha np choralu gregorianskiego, co go nie rozprasza, ale pozwala mu sie skupic i odciac od bodzcow z zewnatrz. do zasypiania tez musi miec wlaczona myuzyke, przy ktorej zasypia natychmiast, sama stosowalam to przez wiele lat, rodzice sie wkurzali, ze nie wylaczam odtwarzacza, ale faktycznie dzialalo, za czasow licealno-studenckich moim usypiaczem byl Ennio Morricone i Enigma;) Mozesz sprobowac tez z aromaterapia, wieczorem dosc ciepla kapiel (ktora sama w sobie pomoze rozluznic miesnie) z lawenda na przyklad. Do konca roku juz niby dzo czasu nie zostalo, ale zacznij sie zastanawiac, czy ten kierunek na pewno jet dla ciebie odpowiedni. Szczerze mowiac watpie i mysle, ze lepiej stracic rok niz 5. Przyjrzyj sie krytycznie swoim studiom i perspektywom pracy: zawsze bedziesz miec do czynienia z ludzmi, a nie wygladasz mi na kogos, kto jest dusza towarzystwa;)
chodzisz na jakies terapie? Czy ktos uczy cie technik radzenia sobie z nadmiarem bodzcow i rozladowywania stresu? Jesli nie, poszukaj w okolicy terapeutow SI, wprawdzie terapia obejmuja glownie male dzieci, ale moze ktos bedzie w stanie ci pomoc? Naprawde warto. Trzymaj sie!
Pozdrawiam,
Ania

Basia pisze...

Znalazłam Cię przypadkiem i jakoś tak... zostałam i przeczytałam wszystkie wpisy jednego dnia, bo nie potrafiłam się oderwać od komputera. Może dlatego, że piszesz sensownie, o czymś konkretnym, a nie o głupotach? Lubie blogi, które traktują O CZYMŚ, a nie są kolejną głupią pisaniną. Nie znaczy to, że nie lubię tych, na których ktoś zamieszcza własną twórczość. Ale ona także powinna mieć pewną wartość, inaczej czuję, że tylko tracę czas. Czytając Twój blog, nie miałam tego nieprzyjemnego uczucia, że robię coś bezsensownego.

Kiedy czytałam o Twoich problemach, odkryłam że niektóre Twoje objawy pasują do mnie. Niestety, jestem hipochondrykiem i często wmawiam sobie różne rzeczy. Uczę się z tym walczyć i chyba nie jest już tak źle, jak niegdyś;) Nie myślę już, że kiedy tylko boli mnie brzuch, to umieram. Albo kiedy czytam o jakiejś chorobie, to nie doszukuję już u siebie jej objawów.

Życzę ci, byś podołała temu zamieszaniu, które towarzyszy wystawianiu zaliczeń i sesji egzaminacyjnej. Też mnie to czeka (mam w tym roku obronę pracy licencjackiej i niedopowiedzenia z nią związane strasznie mnie irytują). Już szkoła potrafiła człowieka nieźle wykończyć, a studia tym bardziej.

Pozdrawiam:)

Basia.

kańcia pisze...

Hej! ^^
Znalazłam dzisiaj Twojego bloga i bardzo, bardzo Ci za niego dziękuję. Po studiach będę pracować z ludźmi z podobnymi problemami jak Twoje. Póki co patrzyłam na nich z zewnątrz, czytałam o nich książki i słuchałam wykładów. A teraz przeczytałam, co sama o sobie myślisz i rozumiem dużo więcej :)