
Znów długo nie pisałam. Nie jestem w stanie dotrzymywać terminów nowych notek :/. Nie mam czasu. Cierpię na wieczny niedobór czasu i na nadmiar głosów. No, zbyt dużo głosów wokół mnie. Ciągle głosy. Z uczelni wracam wykończona. Długo nie mogę zasnąć (standardowa godzina na sen to 2-3 nad ranem), potem wstaję o 5:30 i zbieram się na uniwerek. A tam głosy. I hałas. I ludzie. Nawet jeśli ich lubię, to mam ich dość.
Ciągła zabawa rękami. Jak nie długopisem, to ołówkiem. Jak zabiorą mi długopis, stukam palcami po ławkach. Inaczej nie wysiedzę.
Wydaje mi się, że codzienne chodzenie na uczelnię, przemieszczanie się publicznymi środkami transportu, ciągły tłum na ulicach - że to wszystko mnie przerasta. Że to zbyt dużo.
Znów zaczynam ograniczać przyjmowane produkty spożywcze, co rano mam problem z ubraniem się (bo ubrania są niewygodne, bo gryzą, bo drapią), a na dodatek w butach mam dziury i boję się, że będę musiała kupić nowe :/. Jakby tego było mało, robi się ciepło, co oznacza krótkie rękawki. Nienawidzę krótkich rękawów. Najlepiej się czuję w za dużych, powyciąganych swetrach.
Przepraszam, że notka taka krótka i chaotyczna, ale nie potrafię dzisiaj inaczej, a bardzo już chciałam coś napisać.