
Słuch.
Jestem pewna, że wszyscy ludzie są przewrażliwieni na punkcie pewnych dźwięków (np piszczącej kredy po tablicy), ale u Aspie to przewrażliwienie jest jeszcze bardziej nasilone.
Ja osobiście nienawidzę dźwięku mytych sztućców albo jak sztućce uderzają w garnki; wyjąca syrena np w ambulansie; piłowanie pilniczkiem paznokci; zgniatanych puszek; wiertarki, borowania i wszystkich głośnych dźwięków (a więc krzyku, dudnienia, przechodzenia pod mostem,...). Mam wrażenie, że wszystkie te dźwięki "wbijają" mi się w czaszkę i mnie "bolą". Jak słyszę któryś z tych dźwięków, mam ochotę zatkać uszy i krzyczeć.
Rozmowy z innymi ludźmi też są ciężkie, bo mam wrażenie, że słowa docierają do mnie z pewnym opóźnieniem. Na początku są to zbite dźwięki. Jak słyszę rozmowę obcych ludzi, to zawsze na początku się zastanawiam w jakim języku mówią. Rozmowa przez telefon jest jeszcze gorsza, potrafię się po kilkanaście razy spytać: "Co? Proszę? Powtórz?". Dużo lepiej niż obcych rozumiem ludzi, z którymi dużo przebywam z własnej woli (tzn oni się przynajmniej nie wydają mówić w obcym języku;) ). W szkole miałam problem ze zrozumieniem nauczyciela. Podejrzewam, że sama bełkoczę i mówię niewyraźnie (zresztą, tą tezę zdaje się potwierdzać moja rodzina, bo regularnie słyszę: "ale otwórz usta, jak mówisz!").
Jeszcze rozmowę bardzo utrudniają dźwięki dochodzące z zewnątrz, np kiedy biorę prysznic i ktoś staje pod drzwiami i coś do mnie mówi, muszę zakręcić wodę i zatkać stopą odpływ- inaczej w ogóle będę zbyt rozproszona żeby słuchać tego, co ktoś do mnie mówi. Nie potrafię też, równocześnie, słuchać muzyki i słuchać tego, co ktoś mówi.
Strasznie nie lubię rozmów na klatkach schodowych, bo echo jest nieziemskie i nie można się skupić na własnym głosie!
x x x x x x x x x
Ostatnio odkryłam kolejną formę dotyku, która mnie bardzo denerwuje. Poke'anie, czyli dźganie palcem. W co bym nie została dźgnięta, mam ochotę uderzyć osobę, która mnie dźgnęła. A jeszcze bardziej irytuje mnie, kiedy powtarzam regularnie, że tego nienawidzę i ta osoba to dalej robi.
I zauważyłam jeszcze, że kiedy słyszę za dużo dźwięków, są one za głośne, irytujące; bądź kiedy ktoś koniecznie chce mnie cały czas przytulać i dotykać (a mnie się "nóż w kieszeni otwiera"- oczywiście żadnego noża w kieszeni nie noszę; no i nóż nie może się otwierać. Scyzoryk tak, ale nóż jest przecież sam otwarty... Ale to taka metafora... W każdym razie "nóż mi się w kieszeni otwiera", bo nienawidzę być przytulana, głaskana, obściskiwana, trzymana za rękę/ramię/nogę/cokolwiek, kiedy nie mam na to ochoty); albo ktoś zachowuje się strasznie głośno- natychmiast zaczyna boleć mnie głowa. I nawet cała paczka Ibupromu nie pomaga.