
Jutro mam zaliczenie kolokwium, na którym nie byłam (bo byłam chora); kolokwium, którego ostatnio nie zaliczyłam i dodatkowe kolokwium. Uczę się od poniedziałku i bardzo się stresuję. Jestem zmęczona, bo sypiam po 3-4 h na dobę (w związku z nawałem nauki i tym, że późno wracam z uniwersytetu). Na szczęście jutro ostatni dzień, na który muszę być przygotowana, bo piątki mam luźne :). A w sobotę wyjeżdżam do Frankfurtu, do mamy na święta :). Nie wiem czy stamtąd napiszę notkę, więc ta może być ostatnią w 2009 roku.
Cieszę się na wyjazd, bo chyba tęsknię za mamą (ostatni raz widziałyśmy się we wrześniu), ale trochę też się boję. Jadą też dziadkowie. Będą tam: G, K, W, ciocia, mama, babcia i dziadek. Bardzo dużo ludzi i nie będzie możliwości żebym się zamknęła gdzieś sama i od nich odpoczęła. Więc będę odpoczywać barykadując się gdzieś i czytając książki na temat psychoanalizy i historii wychowania (bo mam dwie prace zaliczeniowe do napisania- na psychologię ogólną i właśnie na historię wychowania). Na tą pierwszą pracę się cieszę, bo temat jest bardzo interesujący :). Ta druga mnie nie cieszy w ogóle.
Wracając do tematu wyjazdu- na szczęście wszyscy wiedzą, jakie mam problemy, więc uniknę jakiś nacisków (tzn K się pewnie na mnie kilka razy obrazi, ale ona lubi się obrażać na innych [tak sądzę, bo często to robi], no i szybko jej przechodzi) :).
Przyzwyczaiłam się już do trybu uczelni (pewnie po tej przerwie znów będę się musiała przyzwyczajać. Zawsze tak mam po przerwie dłuższej niż tydzień- odzwyczajam się od hałasów, natężenia ludzi, dźwięków, światła. A potem muszę się przestawiać) i aż tak poranne wychodzenie z domu mnie nie przeraża :). Co prawda mam gorsze dni, że bardzo nie chcę nigdzie iść, bo wolałabym zostać w domu i czytać o kulturze Japonii ew. Chin, no i wracam z uczelni wykończona (emocjonalnie i fizycznie. Emocjonalne zmęczenie bierze się stąd, że cały czas próbuję się dopasować do NT, tzn staram się patrzeć im w oczy, uśmiechać się, rozmawiać z nimi mimo dużej ilości dźwięków [to bardzo rozprasza i przeszkadza mi zrozumieć słowa drugiej osoby], staram się być aktywna społecznie i wydaje mi się, że kilka osób mnie lubi. Bardzo mnie to cieszy:).) i na kontakty społeczne już nie mam ochoty. Światło też mam zazwyczaj przygaszone, tylko lampka na biurku jest włączona, cicha muzyka no i się uczę albo coś ciekawego czytam :). Ale jest dużo lepiej niż było na początku października czy jeszcze w listopadzie, kiedy to przed wyjściem z domu wpadałam w panikę i zaczynał mnie boleć żołądek. Także się cieszę :).
Bardzo ucieszyło mnie, jak wróciłam w piątek na uniwersytet i A mi powiedziała, że cieszy się, że wróciłam :). To było strasznie miłe :). W ogóle A jest miła i bardzo dobrze mi się z nią rozmawia :). Cieszy mnie, że udało nam się nawiązać znajomość :).
Jeszcze chciałam napisać, że zaczęłam trochę poszerzać listę rzeczy, które jem (i o dziwo, nie boli mnie po tym żołądek! Co jest bardzo rzadkie). Pogłębiam swoje zainteresowania, jak mam tylko odrobinę wolnego czasu i chyba nauczyłam się nie wpadać w panikę na myśl o kontakcie z innymi ludźmi (a przynajmniej nie zdarza się to tak często, jak się zdarzało), co też mnie cieszy :). Aha i maniakalnie w autobusie (jak jadę na uniwersytet albo jak wracam) rozwiązuję sudoku :). Obsesję na punkcie sudoku mam od baaaardzo dawna, ale teraz stało się to formą odstresowania się. I dalej mam zawsze przy sobie kostkę do gry, żeby ją ściskać w ręce, jak się denerwuję :).
Jako, że pewnie przed Wigilią nie napiszę już notki (biorę ze sobą co prawda net booka, ale nie wiem, jak już wspominałam, czy znajdę czas pomiędzy pisaniem prac, a nauką na zaliczenia i przygotowaniami do sesji), chciałam złożyć wszystkim życzenia z okazji zbliżających się Świąt i Nowego Roku. Życzę Wam spełnienia Waszych marzeń, szczęścia, cierpliwości do samych siebie oraz do innych ludzi i wkroczenia w rok 2010 z uśmiechem na ustach :).