"Tytułowa bohaterka bajki "Mała syrenka", napisanej w 1836 roku przez Hansa Christiana Andersena, zakochuje się w księciu. Jest jednak syreną, jest inna. Za wszelką cenę pragnie przybrać ludzką postać. Życzenie syreny spełnia się- otrzymuje nogi, jednak kosztem mowy. Niezdolna do wyrażania własnym głosem swoich uczuć, myśli i zamiarów, traci ukochanego, gdyż książę nie jest w stanie jej zrozumieć. (...)
Można (...) przywołać (...) powtarzający się komentarz dziewcząt z ZA/WFA, że czują się inne pomimo czynionego przez nie wysiłku, by na zewnątrz wyglądać normalnie. Podobnie było z syreną, która uzyskując ludzką postać, nadal wewnętrznie pozostała morską istotą i nie znalazła drogi porozumienia z księciem."
/"Zespół Aspergera. Inny mózg, inny umysł.", A. Rynkiewicz/
ja jednak pozostanę Smokiem ;)
- - - - - -
Na studiach strasznie dużo zajęć. Nie mam w ogóle czasu dla siebie i zaczynam to odczuwać w bardzo bolesny sposób. Nie mam kiedy zajmować się Japonią i rysowaniem, więc zaczynam być coraz bardziej nerwowa. Łatwo się wściekam i jestem rozdrażniona. Na szczęście na kierunku mamy genetykę i biomedycynę, więc chociaż to mogę rozwijać.
Na korytarzach panuje hałas. Ludzie z mojej grupy nie rozmawiają ze sobą, tylko krzyczą do siebie. Wrzask to jest jedyna forma komunikacji jaką znają. I to jest bardzo bolesne. Pilnuję się na zajęciach żeby przypadkiem nie zacząć stimować, żeby wyglądać jak najnormalniej. Obserwując ich staram się "wpasować" w ich świat. Ale to trochę tak jakbym próbowała założyć za ciasne spodnie- na łydki i do połowy ud wejdą, ale ubrać ich nie ubiorę. Odczuwam swoją inność w sposób bardzo bolesny.
Powiedziałam A., że mam Zespół Aspergera. Przede wszystkim dlatego, że wiem, iż właśnie ZA tworzy mnie jako jednostkę i przez to zachowuję się tak, a nie inaczej- a nie chciałabym żeby się przestała odzywać do mnie z jakiegoś powodu, na który nie mam wpływu (albo którego nie zauważyłam, bo mój kod społeczny jest kodem wyuczonym, więc wielu rzeczy wciąż nie czuję).
Po powrocie z zajęć nadrabiam samą siebie. Stimuję, układam kostki, rozwiązuję sudoku. A powinnam się uczyć. Swoją drogą, zabawna rzecz z tymi stimami- kiedy zaczynam stimować zapominam o świecie realnym, jestem w- tak jakby- moim własnym. Dzisiaj jestem wcześnie w domu, bo nie poszłam na arteterapię i muzykoterapię. Wczoraj byłam w domu po 18, we wtorek byłam po 20. A na uczelni byłam od samego rana (o 9 zaczynam zajęcia). Mam wyrzuty sumienia, że nie poszłam na arteterapię i muzykoterapię (bo nie wypełniłam swoich obowiązków), ale czułam już taką wewnętrzną niechęć, pragnienie zajęcia się swoimi zainteresowaniami, że nie miałam wyboru.
W każdym razie, codziennie po powrocie z uczelni jestem wykończona interakcjami międzyludzkimi, hałasem i natężeniem masy ludzkiej.
Zastanawiam się nad swoim kierunkiem. Ludzie tam idą, bo interesuje je terapia dzieci czy dorosłych z upośledzeniami (czy niewidomych albo głuchoniemych. W każdym razie: terapia ludzi z jakimiś deficytami). A mnie np w dziecku z Zespołem Downa nie interesuje terapia tego dziecka, tylko błąd genetyczny, trisomia 21-ego chromosomu.
I przeraża mnie jedno: dobrze interesuje mnie Japonia, interesują mnie języki, interesuje genetyka i medycyna. I teoretycznie od wielu lat mówię, że będę uczyć angielskiego. Ale tak naprawdę nie chcę uczyć tego angielskiego. I nie wiem, co chciałabym robić. Idealnym rozwiązaniem byłoby życie w świecie, w którym mogłabym tylko zajmować się swoimi zainteresowaniami, niczym innym. Ale bez pieniędzy przecież nie dam rady żyć :(.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zespół Aspergera uczelnia studia hałas stimy zainteresowania przyszłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zespół Aspergera uczelnia studia hałas stimy zainteresowania przyszłość. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 22 października 2009
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)