Sztuczne ognie. Zdjęcie zrobione przeze mnie.Dawno nie pisałam. Najpierw dlatego, że byłam na wyjeździe, a później z powodów nadmiaru pracy związanej ze studiami.
We Frankfurcie było fajnie :). Tzn przeszkadzała mi ilość ludzi momentami, ale tak to nie było powodów do narzekań. Jedynie babcia nie potrafiła zrozumieć moich nawyków żywieniowych i miała o to pretensje do mnie. Sylwester był całkiem miły jeżeli chodzi o kolorystykę fajerwerków, ale zupełnie przerażający jeśli mówić o hałasie. Oczywiście, przed północą, zeszłam ze wszystkimi na dół żeby odpalać te sztuczne ognie (jedyną motywacją żeby tam wyjść była chęć porobienia zdjęć), ale dość szybko wycofałam się pod ścianę domu, a kiedy ciocia podeszła do mnie żeby dać mi zimne ognie, zwiałam do domu. Długo siedziałam w ciemnym pokoju, z rękami na uszach i pod kołdrą. Nienawidzę takich hałasów, więc serce waliło mi, jak oszalałe i aż się popłakałam ze strachu. Miałam nawet wrażenie, że lada moment ogłuchnę! Uwielbiam kolory fajerwerków, były naprawdę przepiękne, ale cieszyłyby mnie bardziej, gdyby nie wydawały żadnych dźwięków.
Dzisiaj napiszę tylko tyle, bo mam jeszcze sporo do nauki, a przeszkadzało mi, że ostatnia notka była tak dawno. Niedługo postaram się napisać dużo więcej :).
Jeszcze tylko chciałam podziękować wszystkim za komentarze :). To bardzo miłe :).
Agnieszek, cieszę się, że w jakiś sposób udaje mi się pomóc, po to założyłam tego bloga :). Też mieszkam w Krakowie :).